Tag Archives: Life

Sweaty Palms

Have you ever been in a situation that made you wish you could just vanish into thin air? I bet you have. I bet it was something really embarrassing, something that just went wrong in every conceivable way, with you at its centre. Well, I’m not in such a situation. But that feeling… Yeah, it’s there.

sweatpalmspic

Keeping your head down

I’m fidgeting. I guess it’s a physical response to me being tense and it’s probably supposed to help, but it’s most definitely not. What it is doing is make me stand out even more than I already am. I can feel people burning holes in my back, wondering what’s wrong with me. I can’t see them doing this, of course. I mean, half the people in here probably haven’t even noticed me coming in, but I can feel it. I need a different strategy. Run away… No! Don’t be stupid. Hide in the restroom... Dude! Look uninterested… That could be something.

Quick check of systems.
Face: let’s call it relaxed.
Body language: non-existent.
Inner-voice: screaming at the top of its lungs.
All ready.

The art of looking uninterested

I let my eyes wander across the room. Slowly, but not too slowly. Lingering is only permitted on objects, not on people. Lingering on people falls under the category of staring and staring is not only impolite – worse, it’s awkward. The established way to deal with such an emergency situation is to still linger, just not on the person, but something slightly off to the side and behind the person. That’s also awkward, probably just as much as staring at some random stranger as if you were trying to start something, but in my head – that’s the important part – it feels like it might be less awkward.

Mixed messages

I have the suspicion that fidgeting combined with looking uninterested – or however I’m looking at the moment – makes people think I need help. She certainly seems to have gotten this idea. A moment ago she was still standing on the other side of the room. Then we accidentally lock eyes for a second – yeah, I messed up there – she has a charming smile on her face and starts walking in my general direction. I mean, I sort of do want her to come here, but not right now! Doesn’t look like I have much of a choice, though. Oh yeah, that looks like determination. I’m looking uninterested. Not sure it works if you can’t even manage to convince yourself, but I sure as hell am trying. And she sure as hell ain’t changing direction. Doesn’t she see that I’m uninterested?

Just kill me!

She doesn’t. Or at least she doesn’t care, as is evident by her standing next to me, ready to take my order.

“Hello! What can I get you?”
“Uh… Number seventeen please.” What’s with the pause? Forgot how to speak?
“Sure. And to drink?”
“A… glass of water?” She does the asking, you the answering, dummy! And what’s with the pause?
“OK. Anything else?”
“I’m fine.” What’s that even supposed to mean?
“Great! I’ll be right back with you with your order.”

I didn’t say thank you… God damn it!

Text & Pictures:  Andreas Böhm | Video: exurb1a

Nie mój cyrk, nie moje małpy?

Cześć, nazywam się Ola, urodzona jako Warszawianka, a wychowana w Niemczech. Spędziłam w tym dość dziwnym kraju większość mojego życia i niektorych rzeczy do dzisiaj nie udało mi się pojąć.
Nie jestem do końca pewna czy ktokolwiek będzie czytał moje powstające wypociny, w razie czego, witam szanownego czytelnika! (i z góry przepraszam za popełnione błędy.) Od razu ostrzegam że ten artykuł powstał o czwartej rano w panice
otóż zupełnie zapomniałam o nim, i nie napisałam niczego wcześniej. No to jedziemy z tym koksem.

Bywam, nie bywam? W sumie sama nie wiem

Nie wiem jak u ciebie, ale ja zawsze miałam problem z następującym pytaniem: “Skąd jesteś?”. Od dziecka nie bardzo mogłam sobie lub innym odpowiedzieć na to pytanie, bo skąd tak właściwie? Z Warszawy? Trochę głupio ponieważ tam się tylko urodziłam i jeździłam odwiedzać nieliczne ciocie i wujków. Z Niemiec? Też nie, przecież wychowałam się w polskiej rodzinie, mówiąc, pisząc i myśląc po polsku. Spędzając każde lato u dziadków w uroczych betonowych blokach, które żartobliwie nazywaliśmy “pastelozą” i bawiąc się na nocnym hot spocie lokalnych meneli. Kończy się więc tym, że odpowiadam dłuższą historią o tym, jak to się urodziłam tam, a wychowałam tu mówiąc w tamtym języku. Czasem to jest dosyć czasochłonne,ale cóż, co zrobić?

Codzienne obserwacje

Poland-GermanyballCzasami sie czuje w tym jak podwójny agent. Dwie tożsamości, od zewnątrz niewidoczne, wypuszczone w świat, cicho obserwując różne społeczeństwa. Pozwólcie więc, bym się podzieliła owymi obserwacjami, zebranymi w moim życiu codziennym.

Niektóre zachowania w Niemczech do tej pory mnie zadziwiają, na przykład gapienie się sobie nawzajem w oczy przy każdym(o tak, każdym!) toaście. Jest to szczególnie ekscytujące, kiedy znajdujesz się w wiekszym towarzystwie i musisz odczekac, aż wszyscy wytrzeszczyli na wszystkich oczy i w międzyczasie twoje piwo straci cały gaz.

Następna rzecz, którą zauważyłam mieszkając w przepięknej Szwabii, dotyczy imion i przezwisk. Po polsku każde dłuższe imię, jak n.p Katarzyna, Małgorzata lob Aleksandra mają swoje skróty: Kasia, Małgosia i Ola. Niektóre są podobne do całego imienia, inne mniej. I tu sie zaczyna problem dla Niemców.

W moim otoczeniu (szkoła, przedszkole, rodzice przyjaciół) nie każdy mógł do końca pojąć, o co chodzi. Jak to jest że człowiek na imię ma inaczej niż go zwą? Dla dobrze zorganizowanych Niemców był to horror. Był to również powód dla jednego z najbardziej zawstydzających wydarzeń mojego życia.

A więc od urodzenia wszyscy mówili do mnie Ola, logiczne, prawda? Polska rodzina i cała reszta szerokiego kręgu znajomości, jakie miałam będąc rocznym dzieckiem. Nigdy wcześniej nawet nie słyszałam imienia Aleksandra. Przeprowadziliśmy się do Niemiec jak miałam zaledwie roczek. Ponieważ bardzo nie chciałam iść do przedszkola, bo bałam się ludzi którzy mówili do mnie po niemiecku, rodzice postanowili mnie wsadzić tam dopiero na ostatnią chwile, rok przed rozpoczęciem podstawówki, w wieku pięciu latek.

Codzienne wesołe dreptanie do przedszkola i przyzwyczajanie sie do ludzi i nowego jezyka szło mi całkiem dobrze, przynajmniej tak myślałam. Ludzie, kiedy do mnie mówili, zawsze wołali Aleksandra. Kto to k*rwa jest Aleksandra?! Przecież ja jestem Ola. No i wydało się że przez pierwsze 5 lat mojego życia nie wiedzialam jak sie nazywam i absolutnie nie kojarzyłam własnego imienia. Musiało to robić bardzo dobre wrażenie…

Z drugiej strony jednym z wielu ostatnio pojawiających się polskich fenomenów jest nadmierne spolszczanie wszystkiego. “Fejsbuk”, “Zadzwoń do Saula”, “Sisterka” aż się oczy wykrzywiają. I po co to wszystko? Czy naprawde trzeba psuć wlasny jezyk zawłaszczając obce słowa i, co gorsza modyfikując je? Czy nie jest to lekka przesada? Przecież mamy tak piękny język, pełen potencjału poetyckiego i komicznego. Sam fakt, że pier*olić można w-; za-; na-; o-; przy-; od-; itd. jest piękny i wyjątkowy i warty docenienia!

No nic, zbyt szeroki temat, na tak krótki artykuł.

Wszystko ma koniec, tylko kiełbasa ma dwa

Wracając do “dylematu” z początku, siedząc tu o czwartej rano, słuchając soundtracka (spolszczenie intended) do Wiedźmina 3 i rozmyślając o tym wszystkim, nie bardzo jestem w stanie dojść do jakiegokolwiek wniosku. Może to i lepiej? Może podwójna tożsamość to jest właśnie zaleta? Po co się decydować, skoro można mieć i to, i to?

Na sam koniec chciałabym złożyć różne podziękowania: Dziękuję moim rodzicom, że udało im się dwujęzyczne wychowanie i zachowanie moich umiejętności pisania, mówienia i czytania w dwóch językach. Nie jest to łatwa sprawa ale daliscie rade, dzięki za to. Chciałabym również podziękować CD Projekt Red za wydanie najlepszej gry komputerowej z najlepszym soundtrackiem na świecie. Słuchając ścieżki dźwiękowej do gry (i dodatków), jestem w stanie przeżyć sesję i pisanie różnych wypocin (między innymi ten artykuł). Gorąco polecam!

Rowniez dziekuje Tobie, drogi czytelniku. Za czas i uwagę, wielkie dzięki, bywaj!

Text & Picture: Aleksandra Goralska

Adopt – don’t shop!

Many people have issues about adopting a dog from a local shelter. There are, of course,  a lot of  myths and prejudices about shelter animals, which encourages a lot of people who are willing to let a furbaby into their lives to buy a pet in a pet store, from a local breeder or even on the internet. So read on if you want to know why adopting a lovely dog from a shelter is the right option, in most cases.

dav

Myth 1: all shelter dogs are old

You want to have a young pup in your life and figure you can’t find one in a shelter? Well, this is absolutely wrong! Many shelters have a lot of puppies looking for a forever home. And the average age of a dog entering a shelter is eighteen months. But senior dogs are awesome, too, so consider giving one a loving home.

Myth 2: all shelter dogs are aggressive – why would they be in a shelter otherwise?

dav

Of course, not all dogs in shelters are aggressive. Most dogs given away by their families are perfectly fine and well-behaved; they have to leave because their families are moving or because someone’s getting a divorce. In any case, shelters always label their dogs and check with your lifestyle before letting you adopt – so you’ll always know what you’re getting and whether a particular dog matches what you want.

Myth 3: all shelter dogs have health issues

sdr

Wrong! Most shelter dogs are more likely to be healthy than purchased dogs. After getting to the shelter, all canines undergo a medical check and get all the important shots to guarantee their health and the health of all dogs around them. Of course, a dog from a good breeder might be perfectly healthy, too, but selling puppies is an easy way to earn fast money. So there are a lot of black sheep among breeders; buying a cheap puppy from an unauthorized breeder or from a puppy mill might not only supply you a dog with major health issues, but will give breeders the opportunity to go on with their dirty work and torture more innocent dogs. So if you decide to buy a dog from breeders, make sure that they’re authorized and definitely visit their facilities before you decide to trust them.

Myth 4: adopting from shelters is a huge hassle

dav

No! It’s actually pretty easy! You can go to shelters during their visiting hours to figure out if a suitable pup is around (and I promise you – you’ll be willing to adopt them all). Then you’ll have to explain to the staff what you’re interested in, take the pup out for a few walks and if everything seems fine between you and the dog, you’ll just adopt them. Nothing more simple than that.

So just go for it!

Adopting a pup will bring so much joy into your life. Shelter dogs which have gone through unhappy times will appreciate your love and will always show their never-ending gratitude. I adopted the most precious and loving dog from a shelter and have never regretted the decision.

Where to go

Tierschutzverein Augsburg und Umgebung e. V.
Holzbachstr. 4c
86152 Augsburg
0821 / 455290 – 0
http://www.tierheim-augsburg.de/
Tierheim Lechleite
Neue Bergstraße 101
86316 Friedberg/Derching
0821 / 79 30 30
http://www.tierheim-lechleite.de/
Tierheim und Tierschutzbund Ulm/Neu-Ulm und Umgebung e.V.
Örlinger-Tal-Weg 40
89081 Ulm
0731 / 97 92 31-50
https://tierheim-ulm.de/

Text & Pictures: Lisa Schümann