Nie mój cyrk, nie moje małpy?

Cześć, nazywam się Ola, urodzona jako Warszawianka, a wychowana w Niemczech. Spędziłam w tym dość dziwnym kraju większość mojego życia i niektorych rzeczy do dzisiaj nie udało mi się pojąć.
Nie jestem do końca pewna czy ktokolwiek będzie czytał moje powstające wypociny, w razie czego, witam szanownego czytelnika! (i z góry przepraszam za popełnione błędy.) Od razu ostrzegam że ten artykuł powstał o czwartej rano w panice
otóż zupełnie zapomniałam o nim, i nie napisałam niczego wcześniej. No to jedziemy z tym koksem.

Bywam, nie bywam? W sumie sama nie wiem

Nie wiem jak u ciebie, ale ja zawsze miałam problem z następującym pytaniem: “Skąd jesteś?”. Od dziecka nie bardzo mogłam sobie lub innym odpowiedzieć na to pytanie, bo skąd tak właściwie? Z Warszawy? Trochę głupio ponieważ tam się tylko urodziłam i jeździłam odwiedzać nieliczne ciocie i wujków. Z Niemiec? Też nie, przecież wychowałam się w polskiej rodzinie, mówiąc, pisząc i myśląc po polsku. Spędzając każde lato u dziadków w uroczych betonowych blokach, które żartobliwie nazywaliśmy “pastelozą” i bawiąc się na nocnym hot spocie lokalnych meneli. Kończy się więc tym, że odpowiadam dłuższą historią o tym, jak to się urodziłam tam, a wychowałam tu mówiąc w tamtym języku. Czasem to jest dosyć czasochłonne,ale cóż, co zrobić?

Codzienne obserwacje

Poland-GermanyballCzasami sie czuje w tym jak podwójny agent. Dwie tożsamości, od zewnątrz niewidoczne, wypuszczone w świat, cicho obserwując różne społeczeństwa. Pozwólcie więc, bym się podzieliła owymi obserwacjami, zebranymi w moim życiu codziennym.

Niektóre zachowania w Niemczech do tej pory mnie zadziwiają, na przykład gapienie się sobie nawzajem w oczy przy każdym(o tak, każdym!) toaście. Jest to szczególnie ekscytujące, kiedy znajdujesz się w wiekszym towarzystwie i musisz odczekac, aż wszyscy wytrzeszczyli na wszystkich oczy i w międzyczasie twoje piwo straci cały gaz.

Następna rzecz, którą zauważyłam mieszkając w przepięknej Szwabii, dotyczy imion i przezwisk. Po polsku każde dłuższe imię, jak n.p Katarzyna, Małgorzata lob Aleksandra mają swoje skróty: Kasia, Małgosia i Ola. Niektóre są podobne do całego imienia, inne mniej. I tu sie zaczyna problem dla Niemców.

W moim otoczeniu (szkoła, przedszkole, rodzice przyjaciół) nie każdy mógł do końca pojąć, o co chodzi. Jak to jest że człowiek na imię ma inaczej niż go zwą? Dla dobrze zorganizowanych Niemców był to horror. Był to również powód dla jednego z najbardziej zawstydzających wydarzeń mojego życia.

A więc od urodzenia wszyscy mówili do mnie Ola, logiczne, prawda? Polska rodzina i cała reszta szerokiego kręgu znajomości, jakie miałam będąc rocznym dzieckiem. Nigdy wcześniej nawet nie słyszałam imienia Aleksandra. Przeprowadziliśmy się do Niemiec jak miałam zaledwie roczek. Ponieważ bardzo nie chciałam iść do przedszkola, bo bałam się ludzi którzy mówili do mnie po niemiecku, rodzice postanowili mnie wsadzić tam dopiero na ostatnią chwile, rok przed rozpoczęciem podstawówki, w wieku pięciu latek.

Codzienne wesołe dreptanie do przedszkola i przyzwyczajanie sie do ludzi i nowego jezyka szło mi całkiem dobrze, przynajmniej tak myślałam. Ludzie, kiedy do mnie mówili, zawsze wołali Aleksandra. Kto to k*rwa jest Aleksandra?! Przecież ja jestem Ola. No i wydało się że przez pierwsze 5 lat mojego życia nie wiedzialam jak sie nazywam i absolutnie nie kojarzyłam własnego imienia. Musiało to robić bardzo dobre wrażenie…

Z drugiej strony jednym z wielu ostatnio pojawiających się polskich fenomenów jest nadmierne spolszczanie wszystkiego. “Fejsbuk”, “Zadzwoń do Saula”, “Sisterka” aż się oczy wykrzywiają. I po co to wszystko? Czy naprawde trzeba psuć wlasny jezyk zawłaszczając obce słowa i, co gorsza modyfikując je? Czy nie jest to lekka przesada? Przecież mamy tak piękny język, pełen potencjału poetyckiego i komicznego. Sam fakt, że pier*olić można w-; za-; na-; o-; przy-; od-; itd. jest piękny i wyjątkowy i warty docenienia!

No nic, zbyt szeroki temat, na tak krótki artykuł.

Wszystko ma koniec, tylko kiełbasa ma dwa

Wracając do “dylematu” z początku, siedząc tu o czwartej rano, słuchając soundtracka (spolszczenie intended) do Wiedźmina 3 i rozmyślając o tym wszystkim, nie bardzo jestem w stanie dojść do jakiegokolwiek wniosku. Może to i lepiej? Może podwójna tożsamość to jest właśnie zaleta? Po co się decydować, skoro można mieć i to, i to?

Na sam koniec chciałabym złożyć różne podziękowania: Dziękuję moim rodzicom, że udało im się dwujęzyczne wychowanie i zachowanie moich umiejętności pisania, mówienia i czytania w dwóch językach. Nie jest to łatwa sprawa ale daliscie rade, dzięki za to. Chciałabym również podziękować CD Projekt Red za wydanie najlepszej gry komputerowej z najlepszym soundtrackiem na świecie. Słuchając ścieżki dźwiękowej do gry (i dodatków), jestem w stanie przeżyć sesję i pisanie różnych wypocin (między innymi ten artykuł). Gorąco polecam!

Rowniez dziekuje Tobie, drogi czytelniku. Za czas i uwagę, wielkie dzięki, bywaj!

Text & Picture: Aleksandra Goralska

Mieux vaut vivre.

Samedi, 10-06-2017

Il est samedi, le 06 juin, 2h de l’après-midi dans un foyer pour demandeurs d’asile.

On se trouve dans une petite chambre équipée de deux lits, avec une seule fenêtre et une grande armoire en acier. Sur les murs, il y a des photos de famille et un calendrier de Ramadan.

Mon interlocuteur s’appelle Moussa, 30 ans, sénégalais et sans statut officiel en Allemagne.

«L’asile ne s’obtient pas facilement.»

eMAG: Est-ce que vous pourriez nous dire d’où vous venez?

Moussa: Bon, je m’appelle Moussa et je suis sénégalais, de Dakar, notre capitale. Je suis ici en Allemagne depuis un an et quelques mois.

eMAG: C’est longtemps, surtout si l’on n’a pas eu de chance, en ce qui concerne son statut. Avez-vous eu des problèmes d’obtenir l’asile?

Moussa: Oui, naturellement, j’ai eu des petits problèmes avec mon statut. L’asile ne s’obtient pas facilement. Surtout nous, les Africains, on a des difficultés actuellement. Un problème de statut se pose, mais quand-même, ça ne nous empêche pas de vivre.

«Les gens pensent que l’Afrique, c’est un pays.»

eMAG: Vous parlez de «nous». Avez-vous rencontrés beaucoup de compatriotes ici?

Moussa: Oui, j’ai connu pas mal d’Africains, de façon générale. Des Nigérians, des Maliens, des Sénégalais, des Gambiens. Ce sont les nationalités que j’ai rencontré ici.

eMAG: Ce sont beaucoup de nationalités et surtout beaucoup de personnes qui vivent ensemble dans un endroit très étroit. Est-ce que cela ne cause pas des problèmes? Ou est-ce qu’on trouve facilement des amis?

Moussa: Bon, des fois cela cause des problèmes d’incompréhension, de culture différente. Ici, beaucoup de gens pensent que l’Afrique, c’est un pays, alors que c’est un continent avec 54 pays très différents. La plupart du temps, on arrive quand-même à se comprendre, aussi parce qu’on est obligé de vivre ensemble, donc mieux vaut vivre.

Les amis, en général, se trouvent facilement, surtout quand vous êtes du même pays, car cela vous rend automatiquement des frères. Mais c’est aussi facile d’en avoir avec ceux qui habitent dans les autres pays africains, il y a de la sympathie car vous partagez une origine commune et vous êtes ici pour le même bût, pour la même raison, pour les mêmes causes. Il y a un sentiment de solidarité.

«Une très petite partie des Allemands sont des racistes.»

eMAG: Les allemands, est-ce que vous vous comprenez bien avec eux ou est-ce qu’il y a eu des problèmes de racisme?

Moussa: Non, je suis là depuis un an, mais je n’ai jamais eu des problèmes de racisme. Sauf un jour on est allé à un jeu de foot et ce que l’arbitre avait fait là, c’était carrément du racisme. Ça a même choqué les allemands qui étaient là-bas, je dirais donc que même s’il y a du racisme ici, ce n’est pas tout le monde qui l’est! En fait il n’y en a qu’une très petite partie qui est raciste, mais personellement, je ne l’ai pas encore rencontré. Espérons que cela ne change pas, Inch’Allah.

eMAG: Est-ce que vous pourriez encore nous donner quelques details sur votre vie quotidienne au Sénégal, votre famille, votre métier, la situation linguistique?

Moussa: Bon, au Sénégal, il y a une vingtaine de langues ou plus, mais la langue la plus parlée, c’est le Wolof, c’est ce qu’on pourrait appeler ma langue maternelle.. La majeure partie des sénégalais ne sont pas des Wolof dans le sens éthnique mais parlent quand-même le Wolof, parce que c’est notre langue nationale.

Pour le boulot, je suis un mécanicien et, c’est ainsi que je suis parvenu à gagner ma vie au Sénégal.

«Ce n’était pas ‘l’appel’ de Merkel.»

eMAG: Quand vous êtes arrivés en Allemagne, cela vous a pris beaucoup de temps? Quels ont été vos expériences?

Moussa: Bon, cela ne m’a pas pris beaucoup de temps, je suis passé par un autre pays européen et, après quelque temps là-bas, j’ai décidé de venir en Allemagne, pour déposer ma demande d’asile ici.. Ça ne m’a pas pris beaucoup de temps: j’ai pris l’avion.

eMAG: Beaucoup d’Allemands pensent que la politique de la «porte ouverte» de notre chancelière a été une des raisons pour lesquels nous sommes un des pays de destination privilégiée des réfugiés. Est-ce que vous aviez des amis qui vous ont «conseillé» de venir en Allemagne, est-ce que c’était peut-être pour des raisons économiques?

Moussa: Non, ce n’était ni l’appel de Merkel ni des raisons économiques. En fait, j’ai choisi un pays où je ne connaissais pas de Sénégalais, pas d’africains. Il y en a des milliers en Italie, en France, partout en Europe. J’ai voulu venir en Allemagne pour me cacher ici, pour sortir des radars. Je ne m’attendais pas à me trouver au milieu d’africains comme ça.

«Le portable, c’est comme l’eau qu’on boit.»

eMAG: On pourrait donc dire que vous avez fait de mauvaises connaissances et que vous avez décidé de leur échapper? Éviter leurs amis, leurs réseaux, leur mauvaise influence etc?

Moussa: Voilà. Je me suis réfugié pour ma propre sécurité, je ne suis pas un réfugié économique. Comme je l’ai déjà dit, j’avais un boulot au Sénégal.

eMAG: On a beaucoup parlé du rôle de l’ordiphone et des réseaux sociaux pour les réfugiés du 21ème siècle. Quels étaient vos expériences durant votre réfuge votre fuite et après?

Moussa: Bon, si je prends l’exemple de mon téléphone, cela me permet de rester en contact avec qui je veux. Avoir les nouvelles de ma famille, connecter ici et ailleurs. Au 21ème siècle, le portable est comme l’eau qu’on boit: on ne doit plus en manquer. C’est un outil de vie, tout le monde sait que le portable n’est plus un luxe. J’en ai besoin pour savoir où est-ce que je vais, ta famille pour savoir comment tu vas. Le portable, les réseaux sociaux, ils sont nécessaires pour rester en contact avec tout le monde, la famille, les amis, les gens qui se soucient de nous.

«La nostalgie est là, tout le temps.»

eMAG: Le sujet de notre prochaine édition papier sera le „throwback“, les souvenirs et la nostalgie. Sûrement, c’est un sentiment que vous connaissez?

Moussa: Bon, je pense, même sans devoir poser des questions, tout le monde sait que c’est difficile de vivre séparé de sa famille. Des fois, tu as vraiment envie d’aller à l’aéroport et de prendre le prochain avion. Parce que la famille représente infiniment plus que de vivre en Allemagne. Donc, la nostalgie est là, tout le temps. Mais, à long terme, tu t’y habitues, et ce qui nous aide, ce sont les réseaux sociaux comme WhatsApp. Il y a mille moyens de rester en contact avec sa famille, mais le téléphone ne peut pas remplacer le fait d’être côte à côte avec quelqu’un. On essaie de faire avec les moyens qu’on a, mais on est aussi des croyants, donc, on va tout simplement accepter notre destin et essayer de nous en sortir de la façon la plus digne possible.

eMAG: Parlons de la religion. Est-ce que vous avez l’impression de pouvoir l’exprimer et la vivre librement en Allemagne?

Moussa: Oui, je la vie librement ici, sans contraintes. Et vous savez, avoir une religion différente de la majorité ne t’empêche pas de t’intégrer. Avant tout, la foi, elle est en toi. Il n’y a pas besoin de faire de la publicité, c’est en toi, dans ton cœur, dans ton esprit. Je n’ai jamais eu des problèmes, quel que soit l’endroit où je suis, au contraire, il m’est arrivé que quelqu’un me voit prier, s’approche de moi parce qu’il voit: ça, c’est aussi c’est un musulman. Ici, je n’ai trouvé que du respect mutuel, de la tolérance.

«Mon aspiration, c’est d’être libre.»

eMAG: Dernière question: Quelle est votre perspective pour l’avenir?

Moussa: Bon, mon but, c’est de vivre en paix, de pouvoir gagner ma propre vie, là il n y a pas de différences entre un allemand et un réfugié. Un allemand, par contre, s’il veut travailler, il le fait, s’il veut voyager, il le fait. Ça, c’est mon aspiration, d’être libre, de faire ce que je veux, d’aller où je veux, tout en respectant la loi, bien sûr.

eMAG: Bonne chance. Merci pour l’interview.

Moussa: De rien.

(texte abrégé)

Interview conduit par Niklas Schmidt

Photos prises à Friedberg par Niklas Schmidt

Biennale Arte 2017

Il 13 Maggio scorso si è inauguara la 57° Biennale d’arte di Venezia.

L’esposizione internazionale più antica del mondo  – la prima fu inaugurata nel 1895 – deve il nome alla sua scadenza “biennale” (=ogni due anni). Quest’anno la mostra è firmata da una donna: Christine Macel, chief curator del Centre Pompidou di Parigi, che ha intitolato la sua Biennale  VIVA ARTE VIVA, per evidenziare la centralità dell’arte e della vita stessa degli artisti come strumento per comprendere il contemporaneo, al di là delle ideologie  (molto più centrali nelle edizioni precedenti).

Padiglione Centrale

 

I LUOGHI DELLA MOSTRA

L’esposizione (che terminerà il 26 novembre) si snoda, come da tradizione, in tre diverse aree: I) i Giardini, con i loro 29 padiglioni nazionali e con il grande Padiglione Centrale, II) l’Arsenale (annesso alla Biennale nel 1980), il vecchio complesso rinascimentale di cantieri, officine e depositi da cui usciva un tempo la flotta di Venezia, e III) il centro storico della città che, tra i palazzi delle sue calli, ospita i lavori di ulteriori nazioni. I padiglioni nazionali, 85 in tutto, sono tradizionalmente allestiti dai curatori dei paesi stessi, mentre le due mostre internazionali nelle cosiddette Corderie dell’Arsenale e al Padiglione Centrale dei Giardini, sono dirette dal curatore della Biennale (Christine Macel).

Nonostante per molti addetti ai lavori le partecipazioni nazionali siano un elemento anacronistico (nelle altre “biennali” del mondo queste distinzioni non esistono!), per lo spettatore la visita ai Giardini rimane l’esperienza più bella. I padiglioni storici della Biennale sono infatti immersi in un meraviglioso parco verde (una rarità a Venzia!). Lo spettatore, tra un padiglione e l’altro, può passeggiare lungo i viali di ghiaia, tra il verde della natura o sedersi su una comoda panchina a riflettere sulle opere viste …ed evitare il faticoso tour de force tipico delle grandi mostre!

AVZ_4661_FRANZ_ERHARD_WALTHER

 

I PREMI

Quest’anno il “leone d’oro” al miglior padiglione nazionale è andato al Padiglione Tedesco, con la performance Faust di Anne Imhof. Il padiglione, nella sua conformazione attuale, fu eretto durante il regime nazista: un particolare che gli artisti difficilmente possono ignorare.

Anne Imhof (Gießen, 1978) ha voluto richiamare le atmosfere cupe, violente e intimidatorie dei regimi fascisti rinchiudendo fuori dal padiglione, in una grande gabbia, dei cani doberman, il cui abbaiare insistente e minaccioso fa da sottofondo alle performances all’interno. Dentro al padiglione un gruppo di giovani si aggira tra le sale al ritmo di suoni digitali, improvvisando movimenti che evocano violenza, autoerotismo e rapporti sado-maso. L’interno dell’edificio è vuoto e asettico: un espediente che accresce ed esaspera ulteriormente nel visitatore la sensazione d’angoscia. Il pavimento delle sale è ricoperto da una pedana di vetro trasparente, al di sotto della quale si muovono altri performers, dando allo spettatore l’impressione di calpestarli.

Photo Andrea Avezzù - Courtesy la Biennale di Venezia

Ai giardini si trova anche una delle due sezioni curate da Christine Macel: il Padiglione centrale, con una parte delle opere dei 120 artisti selezionati.

Il biglietto della mostra permette l’accesso anche all’altro grande spazio (17.000 mq!) annesso alla Biennale: l’Arsenale, nelle cui Corderie si snoda la seconda (e principale) sezione dell’esposizione di Christine Macel. Per raggiungere l’Arsenale, dai Giardini si può prendere la navetta Giardini-Arsenale, il vaporetto n. 1, o fare una passeggiata di ca. 10-15 minuti lungo la laguna.

Quest’anno anche il “leone d’oro” di questa parte dell’esposizione, quello al migliore artista, è andato ad un tedesco: Franz Erhard Walther (Fulda, 1939) con le sue bellissime installazioni geometriche di stoffa colorata esposte all’Arsenale …. Insomma: quella del 2017 possiamo proprio definirla la “Biennale della Germania”!

 

Author: Francesca Talpo

Pictures:  Il Padiglione Centrale ai Giardini (©la Biennale di Venezia)

Le opere di Franz Erhard Walther alle Corderie dell’Arsenale (©la Biennale di Venezia)

L’Arsenale (©Photo Andrea Avezzù – Courtesy la Biennale di Venezia)

Guia de sobrevivência para pedir um café em Portugal

Off to Portugal on holiday? Like coffee? This Portuguese article by Isabel Marcante, the second piece published by eMAG in a language other than English, could be of interest. And even if you don’t speak the language, maybe you can understand a bit!

Não, não vamos falar agora da Europa, nem de eleições, nem de crise. Este texto ocupa-se de coisas mais prosaicas mas que provavelmente darão mais prazer à vida, pelo menos por um momento: falamos do café em Portugal, do qual somos grandes aficionados (um castelhanismo! Por favor, substituam a palavra por «adepto» ou «fã»).

Parece que o povo que bebe mais café no mundo são os Finlandeses, mas nós achamos que isso é mentira. As estatísticas enganam, dizemos nós, os Portugueses. E o café que bebemos é o melhor! (Os Italianos dizem o mesmo sobre o café deles). E o nosso café vem, muitas vezes, em pacotes que têm nomes de lugares que nos transportam para paisagens exóticas:

Cabo-Verde, Timor, Angola, S.Tomé…

 

Voltando ao assunto, pedir um café em Portugal é um assunto sério. Até para os nativos. Aqui vai, então, uma espécie de «guia de sobrevivência» para os amantes, os adeptos, os fãs, os aficionados do café ou para aqueles que querem sê-lo.

IMG-20160519-WA0000
ABATANADO (m):  é um expresso que tem a quantidade dupla de água da bica. É servido numa chávena grande.
BICA (f): é um expresso que vem servido numa chávena muito pequena (no Porto chama-se «cimbalino»).
CAFÉ DUPLO (m): expresso duplo.
CAFÉ CORTADO (m): é um expresso curto. O adjectivo «cortado» refere-se à medida indicada no botãozinho da máquina de cafés.
CAFÉ PINGADO (m): expresso com uma gota (pinga) de leite.

Não confundir com a expressão idiomática «gato pingado» que significa simplesmente «pobre diabo».

 

CAFÉ COM CHEIRINHO (m): é um café com uma gota de «bagaço» (Tresterschnapps)

 

CARIOCA (m): aqui não se trata de um habitante do Rio de Janeiro, mas de um café fraco (a segunda tiragem) que é servido numa chávena pequena.

 

DESCAFEINADO (m): um café sem cofeína, claro.
GALÃO (m): café com leite (3/4 de leite), servido num copo de vidro e que é tomado normalmente de manhã, ao pequeno-almoço, ou à tarde, ao lanche, juntamente com uma torrada, um pastel de Belém, um pastel de nata ou com um outro bolo.
GAROTO (m): é um café com leite, pequeno (talvez o Kleinlatte em alemão) com normalmente 50% de leite / 50% de café, servido numa chávena pequena (no Porto chama-se «pingo»).

 

MAZAGRÃ (m): café com cubos de gelo, açúcar e casca de limão.
MEIA DE LEITE (f): 50% de leite / 50% de café, servido numa chávena grande (na Madeira designado por «chinesa»).

 

Já agora, vai um café?20150907_141605

 

 

Author: Isabel Marcante

Pictures: Eva Sitzberger

Tout un symbole

A l’heure où certaines volontés de repli identitaire au niveau européen se font de plus en plus entendre, où certains responsables politiques, surfant sur les vagues de peurs engendrées par une soi-disant crise de l’immigration sur le sol européen, ont de plus en plus voix au chapitre, à l’heure où l’Union européenne connaît sa première crise identitaire, incarnée par le tout récent Brexit, l’eMAG a choisi de prendre le contre-pied en s’ouvrant aux autres langues. Tout un symbole : un geste d’ouverture, de partage, d’unité dans la diversité des langues du Sprachenzentrum.

Unis (pas uniformisés !) dans la diversité, c’est bien là le plus grand défi de l’Union européenne. Au sortir de la Deuxième Guerre mondiale, la construction d’une union des États européens est apparue comme étant LA solution afin d’assurer la paix, la croissance économique, la promotion des libertés, et ce de manière durable. Mais l’union européenne devait se faire rapidement, et c’est la voie économico-politique qui a été préférée : la possibilité d’une union d’abord humaine, sociale et culturelle aurait demandé beaucoup trop de temps. Or, c’est de cette dernière dont, à mon avis, le manque se fait le plus sentir et dont l’UE a le plus besoin actuellement.

A eux seuls, les rapprochements économiques et politiques ne peuvent pas construire une identité européenne, même s’ils peuvent apporter un élan aux volontés de complémentarité et d’ententes. A mon sens, la construction d’une identité européenne a besoin de « temps long » couplé à des actions quotidiennes venant des citoyens européens eux-mêmes. L’identité européenne doit venir « du bas », de ses fondations : ainsi, les manifestations Pulse of Europe, par exemple, se multiplient.

Mouvement européen citoyen, au-dessus des partis, les manifestations Pulse of Europe, dont le but est de défendre les valeurs démocratiques et de promouvoir le projet d’une UE forte, ont lieu chaque dimanche dans de nombreuses villes européennes. Augsbourg a d’ailleurs accueilli Pulse of Europe le 2 avril, pour la première fois, et continuera à être le témoin de ces rassemblements tous les dimanches sur la place de l’Hôtel de ville. C’est, pour vous, Européens convaincus, l’occasion d’aller échanger et proposer vos solutions en prenant la parole publiquement : donner de la voix et manifester son attachement à l’UE, comme il est écrit sur le site pulseofeurope.eu.

Ouvrir l’eMAG aux autres langues et cultures du Sprachenzentrum contribue d’une certaine manière à construire l’Europe. Et si, à l’image du geste de l’eMAG, l’université devenait finalement le lieu privilégié de l’intégration et de la construction européenne ? Et si les 20 millions d’étudiants environ, actuellement sur les bancs des universités européennes, devenaient finalement 20 millions d’ambassadeurs potentiels des valeurs européennes à travers l’Espace européen de l’enseignement supérieur ?

Author: Christophe Lips